
O tej trasie rowerowej słyszeliśmy naprawdę dużo… niedobrego… że nudna, monotonna, bez infrastruktury… I w sumie ciężko ocenić czy to z ciekowości czy trochę z przekory, postanowiliśmy ją przejechać, trochę niedowierzając, że jazda w takich okolicznościach przyrody może być nudna. Każdy z nas ma oczywiście inne potrzeby, percepcję zatem i wrażenia mogą być różne, niemniej ilość negatywnych komentarzy zadziwiła nas na tyle, że aż totalnie zmotywowała do tej podróży 🙂
ALE CO TO ZA TRASA?
Szlak rowerowy Odra – Nysa (D12) to międzynarodowa trasa, która prowadzi głównie wzdłuż Nysy
Łużyckiej / Odry i naszej zachodniej granicy.
- START: Czechy – miejscowość Lucany nad Nisou
- FINISZ: Niemcy – Ahlbeck na wyspie Uznam
- Długość – 638 km
- Suma podjazdów – 2389 m
- Suma zjazdów – 3012 m
- Velo mapa (KLIK!)
LOGISTYKA ZWIĄZANA Z TRANSPORTEM
W związku z tym, że mieszkamy w Łodzi od punktu startowego, jak i końcowego dzielił nas ogromny dystans. Nauczeni doświadczeniem, ogarnięcie tematu transportu dla nas i rowerów uznaliśmy za absolutny priorytet. Bilety kolejowe umożliwiające przejazd z rowerem znikają w gorących okresach wakacyjnych błyskawicznie (dosłownie), nie wszystkie autobusy Flixbus mają bagażniki.
Udało się zatem zakupić następujące bilety:
- Łódź – Praga (Flixbus)
- Praga – Liberec (Flixbus z czasem przesiadki wynoszącym 2h)
- Międzyzdroje – Szczecin (Polregio)
- Szczecin – Łódź (PKP Intercity z czasem przesiadki wynoszącym 50 min.)
Zaczynamy od pewnego utrudnienia – Flixbus oferuje bezpośredni przejazd z Łodzi do czeskiego Liberec niestety na tej trasie autobusy jeżdżą bez bagażników rowerowych. Musieliśmy dojechać zatem do Pragi, aby tam się przesiąść i wrócić na północ do Liberec. Trudno, mamy czas! Szczerze przyznamy, że już samo oczekiwanie na autobus Flixbus na łódzkim dworcu dostarczyło nam sporo wrażeń, a tak naprawdę stresu 🙂

A to za sprawą relacji i przeczytanych w internetowych przestrzeniach powtarzających się historii o autobusach, które mimo zakupionego odpowiedniego biletu na przewóz roweru, przyjeżdżały bez bagażnika. Kierowcy nie wdają się w takich sytuacjach w dyskusję (fakt jest taki, że to nie ich wina), zalecają złożenie reklamacji i nie przedłużając – starają się odjechać o czasie. Trudno nam sobie wyobrazić taką sytuację oraz to jak się sprawnie z niej wydostać, mając konkretne plany, do których idealnie dopasowany jest przejazd. Pozostała nam silna afirmacja i pozytywne myślenie, które na szczęście zadziałały, autobus przyjechał z bagażnikiem 🙂


Panowie kierowcy pomogli sprawnie zawiesić nasze rowery na bagażniku, warto pamiętać o zdjęciu sakw (umieszczamy je w głównym luku bagażowym autobusu) oraz wszelkiej drobnicy typu: liczniki, latarki, lampki itp.

Na dworcu Florenc w Pradze
Dojeżdżamy do Pragi (dworzec autobusowy Florenc) punktualnie, ale niestety autobus z Wenecji, który ma nas zawieźć z powrotem na północ – do Liberec ma ponad dwugodzinne opóźnienie, ale ma też bagażnik 🙂
Szlak rowerowy Odra – Nysa zaczyna się tak naprawdę 25 km na wschód od Liberec, ale zaczynamy z Liberec, do którego dojechaliśmy autobusem. Nie o takie szczegóły w tej pięknej przygodzie przecież chodzi
JAK PLANOWALIŚMY KAŻDY DZIEŃ?

Pierwszy – czeski fragment szlaku w Kotlinie Żytawskiej
W związku z tym że mieliśmy do dyspozycji 8 dni wolnych od podróży autobusowo-pociągowej, postanowiliśmy, że:
- 6 dni przeznaczymy na jazdę, a 2 ostatnie – na odpoczynek nad morzem.
- Codziennie przejedziemy dystans +/- 100 km.
- Będziemy spali na polach namiotowych – jest ich na trasie wystarczająca ilość, każdego poranka wyznaczaliśmy sobie na mapie trasy camping oddalony o ok. 100 km.
- Nie będziemy robili większych zapasów jedzenia, w najgorszym wypadku co ok. 30-40 km są na trasie (lub bardzo blisko niej) markety spożywcze, w których na bieżąco można zrobić zakupy (wyłączając niedziele).
JAK WYGLĄDAŁ KAŻDY DZIEŃ?
Poniżej znajdziesz mapkę z przebiegiem naszej trasy, jej zarys każdego dnia, pola namiotowe, na które się finalnie zdecydowaliśmy oraz przejechany dystans.
Zwróć uwagę, że jest to odczyt z naszego licznika, a nie faktyczna odległość.
Różnica (niewielka) wynika z tego, że czasem zbaczaliśmy z kursu, aby np. zrobić zakupy.
Podajemy również łączny koszt noclegu za dwie osoby i namiot.
DZIEŃ 1
- Liberec –> Neisse Camp – Tent & Camping (KLIK!) camping położony przy miejscowości Rothenburg w Saksonii.
- Łączny koszt noclegu – 20 euro
- Przejechany dystans: 102 km
DZIEŃ 2
- Neisse Camp – Tent & Camping –> Eurocamping Neissetal (KLIK!) camping położony ok 8 km nad niemiecką częścią miejscowości Gubin w Brandenburgii.
- Łączny koszt noclegu – 20 euro
- Przejechany dystans: 120 km
DZIEŃ 3
- Eurocamping Neissetal -> Fischereihof Schneider an der Festung Küstrin (KLIK!) camping położony przy samym szlaku rowerowym po niemieckiej stronie Odry – nad wysokości polskiego Kostrzyna nad Odrą
- Łączny koszt noclegu – 20 euro
- Przejechany dystans: 95 km
DZIEŃ 4
- Camping Fischereihof Schneider an der Festung Küstrin -> Campingsplatz am Oderstrom (KLIK!) camping nad Odrą przy miejscowości Mescherin
- Łączny koszt noclegu – 14 euro + 1,5 euro za 4 minutowy prysznic od osoby
- Przejechany dystans: 110 km
DZIEŃ 5
- Campingsplatz am Oderstrom -> Ostsee Camping Oderhaff (KLIK!) camping po niemieckiej stronie Zalewu Szczecińskiego
- Łączny koszt noclegu – 27 euro
- Przejechany dystans: 111 km
DZIEŃ 6
- Ostsee Camping Oderhaff – Międzyzdroje przez Świnoujście
- Przejechany dystans: 95 km
ETAPY PODRÓŻY
Czechy – Kotlina Żytawska przez trójstyk granic i Saksonię

Trasę rozpoczynamy w czeskim Liberec – ok. 25 km na zachód od oficjalnego początku szlaku rowerowego Odra – Nysa czyli od miejscowości Lucany nad Nisou.
Zupełnie się tym nie przejmujemy bo nie o ‘zaliczenie’ trasy przecież chodzi, a o przeżycie kolejnej, pięknej przygody.
Pierwszy dzień na tym szlaku rowerowym jest zdecydowanie najbardziej zróżnicowany jeśli chodzi o tereny i krajobrazy. Czekało na nas trochę podjazdów, które po tylko kilku godzinach snu i braku rozgrzewki trochę ten dzień ‘urozmaiciły’, ale nie ma się absolutnie czego obawiać 🙂
Dalej będzie już tak naprawdę tylko z górki!

Trasa głównie prowadzi drogami asfaltowymi wyłączonymi z ruchu samochodowego lub bardzo wygodnymi leśnymi szutrami. Jazda jest super komfortowa, a kiedy przestrzeń się otwiera, mamy wspaniały widok na góry Izerskie. Co jakiś czas zbliżamy się do rzeki – Nysy Łużyckiej, niebawem dojeżdżamy do trójstyku granic.

Miejsce to znajduje się w pobliżu niemieckiej miejscowości Żytawa i jest z pewnością symboliczne jednak dość popularne, tłumy i hałasy skutecznie zachęciły nas do kontynuowania jazdy.
Po ok. 20 km docieramy do klasztoru cysterek na Górnych Łużycach w okolicy miejscowości Ostritz


A po kolejnych 20 km do granicznego miasta Gorlitz / Zgorzelec. I na pewno warto tu się na dłuższą chwilę zatrzymać, na co niestety nie mieliśmy zbyt dużo czasu, a jest to bardzo urokliwe miejsce.
Saksonia to z pewnością najmniej dzika i najbardziej cywilizowana część całego szlaku.
Co chwilę mijamy mniejsze lub większe miasteczka, w których można się zaopatrzyć w prowiant na dalszą drogę lub które można po prostu pozwiedzać.

Mimo bliskości cywilizacji trasa poprowadzona jest głównie asfaltowymi ścieżkami, wyłączonymi z ruchu samochodowego, jazda jest bardzo komfortowa i przyjemna.
Brandenburgia
To na temat tego odcinka szlaku rowerowego Odra – Nysa dosłownie krążą legendy… że nudny, bardzo monotonny, że krajobraz się nie zmienia, że brak infrastruktury…
A jak my to czujemy?

To prawda – zrobiło się tu bardziej dziko. Otwierają się przed nami rozległe przestrzenie, mijamy łąki, pastwiska, jedziemy wałem przeciwpowodziowym lub wzdłuż niego.


Krajobraz jest sielski, przypominają nam się wakacje z dzieciństwa, powietrze obłędnie pachnie latem, cały czas jedziemy asfaltem, jest płasko, pusto, zielono… Gdy tylko zbliżamy się do rzeki rozpoczyna się przyrodniczy spektakl. Ptaki cudownie się wydzierają, przelatują tuż nad nami lub stoją na środku ścieżki i się na nas gapią. Wspaniałe spotkania!

Czasem tereny zalewowe są tak rozległe, że rzeka znika z horyzontu i jedzie się po prostu wygodną ścieżką z dala od cywilizacji. Warto wspomnieć, że cały czas jedziemy przez tereny przygraniczne, na których ze względu na obowiązujące prawo zabudowa praktycznie nie istnieje.
Jedziemy zatem i jedziemy wzdłuż łąk i pól w akompaniamencie bzyczącej lub gęgającej przyrody, z dala od ludzi. Czy to nuda? Dla nas absolutnie nie!
To prawda – krajobraz się w sumie nie zmienia, w pobliżu trasy nie ma miasteczek lub innych ‘atrakcji’, do których można w każdej chwili odbić. Większe miasteczka mijamy co ok. 30 km. Wszystkie kadry są na górze niebieskie, na dole zielone, cały czas jesteśmy na szlaku tak naprawdę sami.


Innych rowerzystów mijamy raz na godzinę.
Dla nas to luksus i atrakcja! Ale jak widać – co kto lubi! 🙂
Meklemburgia – Pomorze Przednie

Ostatni etap szlaku rowerowego Odra – Nysa jest w naszej opinii wyjątkowo piękny.
Rozstajemy się z Odrą, zbliżamy się do Zalewu Szczecińskiego, który będziemy objeżdżać od strony zachodniej. Mijamy rozlewiska, jest dziko i czujemy się cudownie ugoszczeni przez otaczającą przyrodę. Co jakiś czas mijamy drewniane budki, które można potraktować jako świetne obserwatorium, by z innej perspektywy podglądać ptactwo.


Nad nami przelatują klucze gęsi, żurawi, widzieliśmy orła, bociany, a o obecności kormoranów świadczą uschnięte czubki setek drzew. Odchody kormoranów mają w sobie azot, który oblepia gałęzie oraz przedostaje się do gleby. W takich miejscach krajobraz staje się niemal apokaliptyczny.

Jesteśmy cały czas po stronie niemieckiej, spędzamy jedną noc polu namiotowym, położonym nad samym Zalewem Szczecińskim, by następnego dnia udać się już nad Bałtyk.
Im bliżej morza, tym częściej nasza ścieżka będzie się zbliżała do dróg samochodowych, tym głośniej i tłoczniej. Kończymy naszą przygodę przeprawą promową w Świnoujściu z absolutną radością, że zaufaliśmy swojej intuicji i zdecydowaliśmy się na tę trasę.
PODSUMOWANIE
Na co zwrócić uwagę?
- Brak cienia – Trasa w przeważającej większości prowadzi totalnie otwartymi przestrzeniami. Przez kilka dni towarzyszył nam upał i trzeba było w tym kontekście o siebie zadbać, pamiętając o ciągłym nawadnianiu i odpowiedniej ochronie. Na trasie jest bardzo mało drzew, w których cieniu można się schronić.
- Otwarte przestrzenie to również bardzo silne wiatry oraz brak możliwości szybkiego schronienia się przed burzą czy deszczem. Co jakiś czas mijaliśmy zadaszone wiaty, w których można odpocząć i przeczekać gorsze warunki, ale warto na bieżąco śledzić pogodę, aby ta nas nie zaskoczyła.
- Infrastruktura – o ile czeska część szlaku oraz Saksonia są bardzo wygodne pod tym względem – wzdłuż trasy są miasta, do których można zjechać, aby zaopatrzyć się w prowiant lub wodę, tak już Brandenburgia to ciągnąca się przez dziesiątki kilometrów trasa na wale przeciwpowodziowym – pośród ‘niczego’. Co ok. 30 km dojeżdżamy do miasteczka, ale… w Niemczech nie jest tak, jak w Polsce, że w każdej wiosce jest jakikolwiek sklepik spożywczy. Przynajmniej w tej części Niemiec 🙂 Chcąc zrobić zakupy musieliśmy po prostu sprawdzać na mapie czy w danej miejscowości jest jakiś market spożywczy. Kilka razy umęczeni upałem cieszyliśmy się, że za 3 km będzie miasteczko i kupimy zimne piciu, a tu klops. Miasteczko jest, ale o sklepie można pomarzyć 🙂
- Pola namiotowe – w Saksonii biwakowanie jest zabronione, w Brandenburgii można spać na dziko maksymalnie jedną noc, ale poza terenem rezerwatów i parków narodowych. Pól namiotowych na trasie jest sporo, nie mieliśmy problemu, aby co mniej więcej 100 km wyznaczyć camping docelowy. Wszystkie były bardzo ciche, spokojne i z przemiłą obsługą.
- Oznaczenie trasy – trasa jest regularnie oznaczona ikonkami z rowerem, informującymi, że znajdujesz się po prostu na szlaku rowerowym. Jednak nie ma konkretnych oznaczeń konkretnych tras, a jedynie nazwa miasta, do którego szlak, na którym jesteś prowadzi wraz z odległością. To oznacza, że będą na szlaku Odra-Nysa musisz wiedzieć na jakie miasto się kierujesz – np w przypadku gdy znajdziesz się na skrzyżowaniu kilku tras rowerowych.


Czy to trasa dla każdego?
Absolutnie tak! Trasa jest bardzo komfortowa, wygodna, szybka, praktycznie cały czas poprowadzona asfaltem lub fajnym szutrem. Czytaliśmy, że jest niezwykle popularna wśród Polaków, być może, natomiast na żadnym jej odcinku (oprócz najbliższych okolic Świnoujścia) nie doświadczyliśmy tłumów. Pusto, przestrzennie, wygodnie! A przejechaliśmy ją w sierpniu – włączając długi weekend.
Można ją naszym zdaniem sprawnie przejechać na każdym rowerze.
I być może widoki nie są spektakularne i z pewnością krajobraz jest monotonny, ale w naszym odczuciu – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie żałujemy ani jednego dnia na tej trasie, każdy był podobny i zarazem zupełnie inny od poprzedniego.
Zatem po 6 dniach jazdy – 630 km w nogach i wielki worek pięknych wspomnień!


