
Mamy z Mateuszem taki kajet, w którym zapisujemy miejsca, które chcielibyśmy pieszo lub rowerowo odwiedzić. Robimy tak, aby po prostu afirmować i nie zapomnieć o jakich kierunkach myślimy i marzymy.
Wyspa Rugia pojawiła się w tym notesie dość dawno, słyszeliśmy o niej wiele dobrego, docierały w sumie do nas same zachwyty na jej temat. Oto zatem podjęliśmy decyzję, że najbliższą rocznicę ślubu spędzimy właśnie w jej przestrzeniach.
Internet bez trudu podpowie Wam jakie atrakcje warto na Rugii zobaczyć.
Przede wszystkim słynne klify w Parku Narodowym Jasmund, przylądek Arkona i wioska Vitt, słynna wieża widokowa w Prorze, molo w miejscowości Sellin.
Wokół Rugii poprowadzona jest trasa rowerowa, która jest częścią Szlaku Wybrzeża Morza Bałtyckiego (D2) i pozwala ona na zobaczenie wszystkich wyżej wymienionych miejsc.
W związku z tym, że pogoda pokrzyżowała nam plany, ścigając się z kilkoma ulewami, zmuszeni byliśmy zmodyfikować naszą trasę. Finalnie ominęliśmy wszystkie tak zwane ‘must see’ na Rugii.
Czy żałujemy, czy było warto przejechać tyle kilometrów i nie zobaczyć na żywo choćby klifów…?
Zapraszamy do lektury 🙂
KILKA SŁÓW O RUGII
Rugia jest największą wyspą Niemiec i na pewno (już nawet na mapie) nie wygląda ‘klasycznie’.
To raczej labirynt półwyspów, mierzei, wąskich przesmyków i małych wysepek, połączonych ze sobą mostami, groblami i przeprawami promowymi.
Wyspa połączona jest ze stałym lądem (w miasteczku Stralsund) wielkim mostem Rügenbrücke (zwanym czasem niemieckim Golden Gate) oraz zabytkowym mostem zwodzonym.
Już sam wjazd na wyspę robi potężne wrażenie.


Duży most zarezerwowany jest tylko dla samochodów, rowerzyści i piesi poruszają się mniejszym – zwodzonym, ale nadal – przeżycie jest super!
W średniowieczu Rugię zamieszkiwało słowiańskie plemię Ranów. Ich głównym ośrodkiem i miejscem kultu boga Świętowita był gród na Przylądku Arkona (wysunięty najdalej na północ punkt wyspy), zdobyty i zniszczony przez Duńczyków dopiero w 1168 roku.
Naszym zdaniem ta wyspa jest pięknym połączeniem bałtyckiej przyrody, słowiańskiej i niemieckiej historii oraz unikalnej architektury – a rower to wspaniały sposób, by tego wszystkiego dotknąć.
Chociaż może się zdarzyć (jak właśnie nam 🙂 ), że z powodu pogody nie będzie to w pełni możliwe, ale o tym, czy mimo wszystko warto było pokręcić się swoimi ścieżkami po wyspie, napiszemy dalej 🙂
JAK ZAPLANOWALIŚMY TEN WYJAZD?


Pierwsze niemieckie miasteczka, jakie mijamy po wjeździe ze Świnoujścia
W związku z tym że mieliśmy do dyspozycji 7 dni wolnych od podróży samochodem,
postanowiliśmy, że:
- 5 dni przeznaczymy na jazdę, a 2 ostatnie – na odpoczynek nad morzem.
- Całą trasę rozpoczniemy i zakończymy w Świnoujściu.
- Codziennie przejedziemy dystans +/- 100 km.
- Będziemy spali na polach namiotowych – jest ich na trasie wystarczająca ilość, każdego poranka wyznaczaliśmy sobie na mapie trasy camping oddalony o ok. 100 km.
- Nie będziemy robili większych zapasów jedzenia, w większych miasteczkach są markety.
JAK WYGLĄDAŁ KAŻDY DZIEŃ?
Poniżej znajdziesz mapkę z przebiegiem naszej trasy, jej zarys każdego dnia, pola namiotowe,
na które się finalnie zdecydowaliśmy oraz przejechany dystans.
Zwróć uwagę, że jest to odczyt z naszego licznika, a nie faktyczna odległość.
Różnica (niewielka) wynika z tego, że czasem zbaczaliśmy z kursu, aby np. zrobić zakupy.
Podajemy również łączny koszt noclegu za dwie osoby i namiot.
NASZE WRAŻENIA

Rozpoczynamy naszą wyprawę w Świnoujściu, pogodę mamy świetną, trasa pierwszego dnia jest niezwykle zróżnicowana, zarówno jeśli chodzi o jej profil, jak i samą architekturę i widoki.
W pierwszej kolejności mijamy eleganckie kurorty (Ahlbeck, Zinnowitz) wyróżniające się wyjątkową, uzdrowiskową architekturą i promenadami. Tu pierwsze zaskoczenie – w takich miejscach wyznaczone są ścieżki tylko dla pieszych, na tych fragmentach trasy należy po prostu zsiąść z roweru, o czym informują odpowiednie znaki. I nie widzieliśmy rowerzysty, który by się do tego nakazu nie dostosował. Totalnie nie mieliśmy z tym problemu, w tak zatłoczonych miejscach bezpieczniej było stać się na chwilę pieszym.
Drugi pozytyw – w bardzo wielu miejscach ścieżka rowerowa jest solidnie oddzielona od pieszej na przykład pasem zieleni. To również poprawia bezpieczeństwo i super gdyby takie rozwiązanie zaczęło się pojawiać również u nas.
Co nas jeszcze zaskoczyło pierwszego dnia…? Profil trasy, który mocno odbiegał od tak zwanej stolnicy 🙂 Jest taki odcinek na wyspie Uznam pomiędzy miejscowościami Bansin i Koserow, który przebiega przez piękne lasy, ale uwaga… mamy tu trochę przewyższeń do pokonania, są fragmenty o nachyleniu 16%, czwórki dostały lanie, ale nagrodą był wspaniały widok na morze…z góry 🙂

Generalnie zmierzamy do miasteczka Stralsund (z przystankiem na nocleg na campingu w Loissin), aby mostem dojechać na samą Rugię.


Po drodze mijamy wiele urokliwych miejsc, ścieżka rowerowa jest bardzo dobrze oznaczona, za wyspą Uznam przeważnie asfaltowa, czasem wygląda wręcz jak autostrada dla rowerów, szeroka, otoczona polami i gładziutka 🙂
Sama Rugia przywitała nas wąską ścieżką, z której cały czas widzieliśmy wodę, było pięknie, sielsko, tylko wiatr nie znał zasad gry fair play 😉

I tak było aż do celu wycieczki drugiego dnia czyli campingu Shaprode. O ile trasa ze Świnoujścia aż do końca wyspy Uznam była srogo zatłoczona, tak tutaj doświadczyliśmy absolutnej ciszy i spokoju.


Tak z ręką na sercu, na tym etapie krajobraz bardzo przypomina polskie przestrzenie. Trochę takie Kaszuby, trochę Mazury… Nie piszemy tego oczywiście w negatywnym tego słowa znaczeniu, jest pięknie jak u nas!
Trzeci dzień wymagał od nas sporej zmiany w planach. Już w nocy zaczęło padać i bardzo zmarzliśmy w namiocie. Cały czas obserwowaliśmy radary pogodowe, które były nieugięte i wszystkie zapowiadały mocny deszcz między godziną 12 a 17, co totalnie rozbijało dzień.
Tego dnia mieliśmy zobaczyć piękny przylądek Arkona i Park Narodowy Jasmund z klifami, podjęliśmy decyzję, że skrócimy trasę i zatrzymamy się na campingu tuż przed Parkiem Jasmund. To oznaczało, że nie zobaczymy przylądka o słowiańskiej historii, na czym bardzo nam zależało i przejedziemy tylko 50 km, ale nie było innego wyjścia. Mamy zasadę – w deszczu nie jeździmy 🙂


Było naprawdę zimno i niestety złapał nas deszcz, trochę zmokliśmy i nawet przyszedł nam do głowy pomysł, aby tego dnia wynająć kwaterę, ogrzać się i wysuszyć porządnie, ale ceny skutecznie nas odstraszyły, 500 zł za pokój to nie nasza półka 🙂
Tego dnia tak naprawdę ścigaliśmy się z deszczem, nie zrobiliśmy zbyt wielu zdjęć i marzyliśmy o tym, aby jak najszybciej dojechać na camping i usiąść pod daszkiem namiotu.
Ostatni dzień na wyspie dostarczył nam wspaniałych momentów, totalnie różne miejsca i krajobrazy, które na długo zapamiętamy. W związku z tym, że poprzedniego dnia przejechaliśmy tylko połowę założonej trasy, musieliśmy znów nieco zmodyfikować plany i skrócić odcinek. Z bólem serc podjęliśmy decyzję, że oczywiście przejedziemy przez Park Narodowy Jasmund, ale w związku z tym, że aby zobaczyć klify trzeba zostawić rowery i udać się do punktu widokowego pieszo (a pogoda znów była trochę niepewna), klify po prostu odpuścimy.
Początkowo było nam trochę smutno, ale zobaczyliśmy tyle wspaniałych miejsc, że szybko zapomnieliśmy o pierwotnych planach atrakcji 🙂
Szukając informacji o rowerowej Rugii z pewnością wiele razy przeczytacie o srogich podjazdach właśnie w Parku Narodowym Jasmund, od siebie chcemy tylko dodać, że podjazdów kilka jest, ale jadąc od strony północno-zachodniej – przed Parkiem. Najbardziej można się zmęczyć właśnie dojeżdżając do Parku, który leży na wzniesieniu około 120 m n.p.m. 🙂

Ale też nie ma co demonizować, podjazdy są na asfaltowych ścieżkach, nie są to bardzo długie odcinki. Dla Mateusza, który objechał Tatry na rowerze (KLIK!) to była bułeczka z masłem, ja zsiadłam z roweru tylko raz więc nie ma się czego bać 🙂
Sam park Narodowy jest wspaniały, przejeżdżamy przez gęste, bukowe lasy, które są wpisane na listę UNESCO.
Tego dnia wiatr jest wyjątkowo silny, tym bardziej doceniamy taki naturalny parasol.
Pierwszy przystanek robimy sobie w miasteczku Sassnitz z urokliwą promenadą i charakterystyczną wiszącą kładką dla pieszych.


Pogoda na szczęście zaczyna się poprawiać, możemy wreszcie zdjąć kurtki, wypić dobrą kawę i chwilę odsapnąć po podjazdach 🙂 Tego dnia kierujemy się na camping, który jest na lądzie w miejscowości Stahlbrode, czeka nas zatem jeszcze przeprawa promowa.


Trasa prowadzi asfaltowymi lub super komfortowymi szutrowymi ścieżkami, na których przez większość czasu jesteśmy sami. Cały czas jedziemy bardzo blisko wody, jest naprawdę pięknie!
Jakieś piachy też się po drodze trafiły, ale można to uznać za epizod 🙂


Ostatni nasz dzień na Rugii kończymy na południu wyspy w miejscowości Gewitz skąd promem dopływamy na camping na lądzie w miejscowości Stahlbrode. Koszt przeprawy za 2 osoby + 2 rowery to 10 euro.


INFORMACJE PRAKTYCZNE
Jest ich na wyspie naprawdę sporo i nie mieliśmy żadnego problemu ze znalezieniem miejsca. Koszt za noc (2 osoby + namiot) w sumie wszędzie taki sam – ok. 30 euro.
🗺️ Wyszukuj pola namiotowe na VeloMapaSklepów jest sporo, natomiast w Niemczech nie jest tak jak w Polsce, że w każdej wiosce znajdziecie sklepik. Traficie na nie raczej w większych miejscowościach. Tak było na trasie Odra-Nysa, tak było i tutaj.
🚴 Czytaj więcej o trasie Odra-NysaPODSUMOWANIE
W naszej relacji z rowerowej Rugii nie znaleźliście zdjęć, ani opisów najważniejszych atrakcji bo ich po prostu nie zobaczyliśmy. Czy żałujemy? Trochę tak bo w sumie był to ważny pierwiastek tej podróży, z drugiej strony zobaczyliśmy wiele innych, pięknych miejsc. I być może żadne z nich nie było przestrzenią, jakiej już wcześniej byśmy nie doświadczyli, to cała ta wyprawa była dla nas niezwykła.
Przede wszystkim bardzo zróżnicowane krajobrazy, wygodne ścieżki, sielskie krajobrazy, piękne lasy, urokliwe miasteczka i wyjątkowy zapach, który pamiętam z wilgotnych irlandzkich torfowisk.
Mimo, że mamy w kajecie długą listę miejsc do odwiedzenia, nie wykluczamy, że powrócimy na Rugię bo przylądek Arkona bardzo nas woła!
Ach! I jeszcze jedno, zachody słońca na Rugii są doprawdy epickie i nigdy ich nie zapomnimy!



